JavaScript is required!
Background image, tło

Mocny chód na Świętokrzyskiej – relacja z Warsaw Race Walking Cup 2025

Mocny chód na Świętokrzyskiej – relacja z Warsaw Race Walking Cup 2025
04.05.2025Warszawa

Mocny chód na Świętokrzyskiej – relacja z Warsaw Race Walking Cup 2025

Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.

Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.
Warszawa. Ulica Świętokrzyska. 4 maja. Poranek przyjemnie chłodny, choć z lekką nutką majowego słońca — idealne warunki do rywalizacji. W tym roku już po raz czwarty odbył się Korzeniowski Warsaw Race Walking Cup, jedna z ważniejszych imprez w kalendarzu chodu sportowego. Zawody, zaliczane do cyklu World Athletics Race Walking Tour Gold, jak zwykle przyciągnęły mocne międzynarodowe grono — od czołowych zawodników po mastersów i młodzież. 
Dla mnie ten start miał trochę inny wymiar — w końcu ścigałem się „u siebie”. Znane ulice, znajome twarze wśród kibiców i organizatorów, trochę więcej emocji na starcie niż zwykle. Trasa – pętla 1000 metrów poprowadzona w centrum miasta, szybka i wymagająca technicznie. 
Zdecydowałem się wystartować na dystansie 10 km. Od początku udało się złapać dobre tempo i utrzymać je przez cały dystans. Efekt? Czas 47:53 — solidny wynik, który daje sporo satysfakcji, choć oczywiście zawsze jest przestrzeń na poprawę. Ale tym razem najważniejsze było po prostu dobrze „przechodzić” zawody i poczuć radość ze startu. 
Atmosfera imprezy — jak zwykle — świetna. Z jednej strony walka na trasie, z drugiej – wsparcie kibiców i bardzo dobra organizacja zawodów. Warszawa pokazała się z bardzo sportowej strony. 
To był wartościowy dzień na trasie. Teraz czas na chwilę odpoczynku i dalsze przygotowania. Sezon trwa — kolejne wyzwania już w kalendarzu.